Ubezpieczenie karty niewiele daje

Mam kartę kredytową. Można było ją ubezpieczyć. I zrobiłem to. Jedyne 5 zł co miesiąc. Kartę skradziono. Ubezpieczenie karty niewiele dało. Drugi raz bym tego nie zrobił.

Historia pewnie powtarza się w dużych miastach dosyć regularnie. Płacisz w markecie kartą, gdzieś tam kartę odkładasz, nie wiadomo kiedy nie masz jej już w portfelu. Złodziejaszek szybko uskuteczni proceder dokonywania z jej pomocą zakupów. Wystarczy, że nauczy się podpisu widniejącego na odwrocie karty. O ile sprzedawca weryfikując transakcję nie poprosi delikwenta o potwierdzenie tożsamości to hulaj dusza!

No i właśnie w moim skromnym przypadku złodziejaszek rozkoszował się dokonywaniem transakcji skradzioną kartą. Szczęśliwie dla mnie – tak myślałem – karta była ubezpieczona. Za transakcje nią dokonane ubezpieczyciel zwracał pieniądze, o ile w ciągu 24h od utraty plastykowego pieniądza zgłosiłem ten fakt. W moim przypadku szczęśliwie tak się stało. Kartę zablokowałem, ale transakcje wisiały. Zadzwoniłem więc załatwić sprawę…

I tutaj zaczęła się droga przez mękę. Po pierwsze zgłoszenie zdarzenia zajęło mi chyba godzinę. Było możliwe tylko przez infolinię, niestety niekompetentną. Potem zaczęło się dostarczanie dokumentów, w szczególności potwierdzenie z policji o zgłoszeniu przestępstwa i dodatkowo kilka innych papierków.

I może wszystko byłoby dobrze, tylko tylko, że po upływie dwóch tygodni nikt dalej nic nie pisał. Dzwonię więc i mówię: co jest grane? Okazuje się, że brakowało im jeszcze jakiegoś papierka i nie raczyli do mnie zadzwonić. Dostarczyłem i ostatecznie sprawa się zamknęła.

Czy tak powinno wyglądać dochodzenie swoich praw z ubezpieczenia? Nie sądzę. Jakość obsługi ubezpieczeń jest daleka od moich oczekiwań. No ale co ja biedny żuk mogę?

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.